2017

Zapewne wszyscy zauważyli, że nadszedł nowy rok (no chyba, że ktoś żyje w schronie przeciwatomowym). Nie mam zbytnio robić ochoty nudnego podsumowania 2016, głównie dlatego, że ani się tego ciekawie nie czyta, ani się tego ciekawienie pisze. Jasne, jest to może w pewien sposób rozwijające i być może pomaga przy ustalaniu noworocznych postanowień, ale w sumie i tak jestem zbyt leniwy.

• • •

Łotr 1 – recenzja bez spoilerów

Idąc do kina na Łotra 1 nie odczuwałem nadmiernej ekscytacji. Nauczony doświadczeniem zyskanym po seansie słabego „Przebudzenia Mocy” nie liczyłem na bardzo dobry film, choć w głębi serca miałem nadzieję, że będę się bawił co najmniej nieźle. No cóż, serducho miało rację, bawiłem się wyśmienicie. Szkoda, że tylko w ostatnich czterdziestu minutach filmu.

• • •

„Sztywny” – Michał Gołkowski: felietonorecenzja ze spoilerami:

Sztywny jest sztywny. W sensie martwy. Żart dość przeciętny i, w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach przypadków, wywołałby u czytelnika (czytaj mnie) salwy politowania. No, ale zawsze jest ten magiczny jeden procent szans, który zresztą zadziwiająco często się sprawdza. Tutaj pozwolę sobie przytoczyć jeden z moich ulubionych cytatów Pratchetta: Uczeni wyliczyli, że jest tylko jedna szansa na milion, by zaistniało coś tak całkowicie absurdalnego. Jednak magowie obliczyli, że szanse jedna na milion sprawdzają się w dziewięciu przypadkach na dziesięć. Wracając jednak do meritum – ten dowcip idealnie wpasował się w powieść. I cholernie bawi. Naprawdę.

• • •

60 tysięcy na godzinę

Jeżeli chodzi o samochody szczytem marzeń jest dla mnie jakaś wypasiona fura, która rozpędza się w dwie sekundy do setki. Zresztą określenie „szczyt marzeń” nie do końca tutaj pasuje, bo właściwie to nigdy nie marzyłem o luksusowym samochodzie. Ot, chciałbym mieć działające, ładnie wyglądające, a przede wszystkim bezpieczne auto, ale niekoniecznie Jaguara czy innego Cadillaca. Bałbym się, że pewnego dnia rozpędziłbym się do jakiejś kosmicznej prędkości i uderzyłbym w jakieś drzewo czy rowerzystę.

• • •

„Czaropis” – Blake Charlton

Miałem przyjemność (bądź też nieprzyjemność) zapoznać się z wieloma systemami magii, nie tylko zresztą w książkach fantasy. Gry czy nawet filmy są tego pełne. Jedne były uporządkowane i spójne wewnętrznie, inne chaotyczne i nieprzemyślane. Świat opisany w „Czaropisie”, na czele z jego systemem magii, reklamowano jako coś nowatorskiego i niezwykłego nawet w czymś takim jak dość wtórny nurt epic fantasy. I właśnie ma to liczyłem czytając powieść Charltona.

• • •

To nie jest samolot

Tematyką UFO zainteresowałem się gdy miałem coś około dziesięciu lat. Dziecięca fascynacja. Wierzyłem w te wszystkie informacje (a może raczej bzdury?) o Roswell, Dulce, Strefie 51, czy chociażby naszej rodzimej Gdyni. W wieku trzynastu lat to wszystko mi się znudziło. Ot tak, po prostu. Teraz wiara ta zastąpiona została przez naukowy racjonalizm, ale gdzieś w głębi mojego mózgu zostało mi sporo wiedzy dotyczącej ufopodobnych zjawisk paranormalnych. Na tyle dużo, by odpowiedzieć na zadane w tytule pytanie. Otóż tak, UFO istnieje. Ale pamiętajmy, że UFO, czy też po polsku NOL, to niezidentyfikowany obiekt latający. A takim jest chociażby niezgłoszony samolot, który leci bez wiedzy i zgody kontroli lotów.

• • •

„Droga Donikąd” – Michał Gołkowski

Michał Gołkowski. Jego opowieści o Miszy to dla mnie ambrozja. Spytacie się: kim jest Misza? Taki jeden polski stalker, który na co dzień szuka cennych artefaktów w pełnej anomalii, mutantów i bandytów Zonie. Pierwsze dwa tomy opowiadającej o nim serii, „Ołowiany Świt” i „Drugi Brzeg”, były świetnie napisane i cholernie wciągające. Pytanie brzmi: czy tak jest i tym razem?

• • •